Muzyczny Pamiętnik
Blog > Komentarze do wpisu

Enter Enea Festival 12-14.06.2017. Relacja.

Już po raz siódmy, zgodnie z tradycją, tuż przed czwartkowym Świętem Bożego Ciała, nad poznańskim jeziorem strzeszyńskim odbył się Enter Enea Music Festival, którego Dyrektorem Artystycznym jest Leszek Możdżer.


Co roku Festival powiązany jest z odsłonami kolejnych wystaw w pobliskiej ABC Gallery oraz Visual Parku, będącymi nieodłączną częścią wydarzenia. W tym roku swoją wystawę w ABC Gallery zatytułowaną "Chloforil utracony" otwierał dumnie Bogusław Bachorczyk, malarz, rzeźbiarz i rysownik, twórca multimedialny. Natomiast w pobliskim parku rzeźby, Visual Park, podziwiać można było jego monumentalną realizację rzeźbiarską, noszącą tytuł "Królik, który widział jutro".


Tegoroczne święto muzyki w doskonale do tej uczty nadającym się plenerze rozpoczęło się już w poniedziałek, 12.06.2017, projektem Symultanicznej Hybrydy Muzyki Improwizowanej z Bioartem (SHIMB), której muzycznym liderem jest Irek Wojtczak wraz z zaproszoną przez niego elektroniczną grupą JAAA!. Na scenie zagościli wraz z Elvinem Flamingo (autorem projektu mrówczych habitatów), odkrywając przed publicznością żywioł mrówek farmerek w wizualnym i brzmieniowym wymiarze. Gościem specjalnym tego wieczoru był Leszek Możdżer.

Motywem przewodnim tegorocznego Festiwalu był fortepian, z tego też między innymi względu tegoroczną edycję Enter określono mianem czarno-białej. Siódma edycja wymagała więc sprowadzenia na scenę siedmiu fortepianów oraz kolejnych siedmiu na miejsce prób. Warto zaznaczyć, że fortepiany przed rozpoczęciem Festiwalu udostępniono również artystom na poznańskim Placu Wolności.

Na wtorek, 13.06, przygotowano trzy niebanalne występy:

Wieczór otworzył doskonały występ grupy Kwadrofonik wraz z zaproszonymi gośćmi. Na scenie, pośród dźwięków przyrody, szumu drzew i śpiewu ptaków, zagościło w sumie (jakże by inaczej!) osiemnastu muzyków, by zaprezentować jedno z najwspanialszych dzieł dojrzałego minimalizmu, jakim jest "Music for Eighteen Musicians" Steve'a Reicha.

Imponująca grupa muzyków, jaka wykonała to fascynujące, porywające i niezwykle intrygujące dzieło, czarowała niesamowitą ilością instrumentów, wśród których znalazła się grupa instrumentów perkusyjnych, cztery fortepiany, cztery klarnety, skrzypce i wiolonczela. Całość cudownie spajały cztery wokalistki, wraz z całym zespołem pracując nad tym, aby osunąć ziemię spod stóp publiczności i unieść wszystkich jak najwyżej, w chmury.

Po tym występie, choć zamiast osiemnastu muzyków - na scenie pojawiło się "jedynie" dwoje - emocje oraz wrażenie obcowania z potęgą muzyki - wcale nie osłabły. Barbara Drążkowska, pianistka silnie związana z Poznaniem, przygotowała koncert na trzy fortepiany ( w tym jeden - preparowany), do którego zaprosiła indyjskiego perkusjonalistę - BC Manjunatha.

I, chociaż można by oczekiwać, że to właśnie indyjski perkusjonalista najbardziej porwie i zauroczy; choć można by sądzić, że tym, co najbardziej świeżego i pożądanego z fortepianowych wyczynów pokaże pianistka przy preparowanym instrumencie - mnie, przyznam szczerze, najmocniej zaczarowała po prostu pięknym, klasycznym brzmieniem instrumentu pod jej palcami.

Na zakończenie tego wieczoru pojawił się fortepianowy duet - Leszek Możdżer oraz włoska pianistka, Gloria Campaner. Pośród wspaniałych dźwięków fortepianów usłyszeć można było kompozycje Prokofiewa, Lutosławskiego oraz utwory własne obu artystów.


Podczas, gdy Dyrektor Festiwalu prezentował brzmienie dwóch fortepianów o różnych strojach (442 vs 432 Hz), włoska pianistka zaprezentowała śpiewające kamienie, pochodzące z pracowni mistrza Pinuccio Schiola. Jedyne, co trochę rozczarowało mnie podczas gry na kamieniach sprowadzonych  na potrzeby koncertu specjalnie z Sardynii, był fakt, że nie można ich było usłyszeć w solowym "popisie" - podczas ich prezentacji przez Glorię Campaner, Leszek Możdżer wtórował śpiewom kamieni na klawiaturze, powołując do życia dość podobne im brzmieniom dźwięki, przez co niejednokrotnie trudno było wyłapać brzmienie tego specyficznego instrumentu.

Tak zakończył się piękny wieczór wtorkowej części Enteru, któremu nie przeszkodziło załamanie pogody, ani przelotny deszcz.

Środowe popołudnie, 14.06, powitało nas niemałym zamieszaniem, które przerodziło się w spontaniczną zmianę programu, co łatwym - ze względu na ogrom instrumentów na scenie - być nie mogło dla Organizatora. Mający wystąpić w otwierającym wieczór koncercie Michael Wollny utknął na lotnisku w Monachium, skąd sprowadzony został (szczęśliwie, dając radę dotrzeć na koncert ostatni) dzięki wolontariuszom i firmie BMW. Miało to jednak niezaprzeczalnie swój urok (choć do dziś nie potrafię uwierzyć, że tak doskonale prezentujący się na scenie artysta, tuż przed wkroczeniem na nią miał za sobą 10-cio godzinną podróż wypełnioną niespodziankami!). Jak miało się jednak okazać, koncert przewidziany na otwarcie ostatniego dnia festiwalu, był najlepszym z możliwych zakończeń!

Jako pierwszy wystąpił tego dnia duet, który - nie dość, że jako jedyny z środowych wykonawców, miał w składzie choć jedną osobę nie będącą pianistą, to, na dodatek, była to jedyna kobieta, jaką usłyszeliśmy i zobaczyliśmy na scenie tego dnia. Mowa o bułgarskiej wibrafonistce, Vassilenie Serafimowej, która z fantastyczną marimbą pojawiła się tego wieczoru na scenie wraz z francuskim pianistą - Thomasem Enhco.

Pianista, okrzyknięty przez Piano Magazine "nowym bohaterem jazzu", wraz z klasyczną, kameralną artystka zafascynowaną muzyką baroku, przedstawili materiał z albumu "Funambules", wydanej przed rokiem nakładem wydawnictwa Deutsche Grammophon. Koncert wypadł naprawdę znakomicie i - nie wiadomo kiedy i jak - nadszedł czas na "przemeblowanie" sceny, na której odtąd, do końca wieczoru, królować miały jedynie fortepiany.

Drugim koncertem tego wieczoru był występ czworga pianistów, który pierwotnie planowany był na zamknięcie tegorocznego festiwalu. Na scenie pojawiły się fortepiany dla czworga utalentowanych, każdemu miłośnikowi muzyki znanych pianistów, dla których punktem zwrotnym w karierze był obchodzący czterdziestolecie istnienie Festiwal Jazz Juniors, obecnie kierowany przez Pawła Kaczmarczyka. Przy fortepianach zasiedli: Leszek Możdżer, Marcin Wasilewski, Paweł Kaczmarczyk oraz Piotr "Pianohooligan" Orzechowski.

Fantastyczny koncert, na którym można było zasłuchać się zarówno w muzykę grana na cztery fortepiany, jak i oddać całkowicie bardziej kameralnym utworom, prezentowanym przez artystów solo, był swoistym - jakże pięknym! - podziękowaniem za wspieranie przez Jazz Juniors kilku pokoleń muzyków jazzowych.

Szczęśliwie, podczas koncertu, na miejsce Festiwalu zdołał już dotrzeć Michael Wollny, dzięki czemu bez żadnych przeszkód mógł odbyć się koncert, na który tego roku czekałam najbardziej. Enter Enea Festival szczęśliwie bowiem każdego roku prezentuje również to, co dzieje się w chłodnej i krystalicznie czystej muzyce związanej ze Skandynawią i z gromadzącą najlepszych z tamtych okolic wykonawców wytwórnią ACT. Nakładem tej właśnie wytwórni, wiosną tego roku ukazał się album LP tria pianistów, które koncertem zamykało tegoroczny Festiwal Enter: Leszek Możdżer/ Iiro Rantala/ Michael Wollny.


Warto wspomnieć, że występ trojga pianistów, pochodzących z Polski, Finlandii i Niemiec, był pierwszym ich wspólnym występem w Polsce. Pośród wykonywanych utworów znalazły się kompozycje Leonarda Bernsteina, Larsa Danielssona, Chicka Corei czy Chrisa Beiera, a także - własne utwory pianistów. Mimo, iż Panowie bez dwóch zdań zaprezentowali niesamowite umiejętności, talent oraz zdolności do rzucania czaru spod czarno - białych klawiszy, z przykrością muszę przyznać, iż koncert ten lekko rozczarował mnie zbyt luźną formą, nawiązującą do muzycznego kabaretu. Biorąc pod uwagę wielce wysoki poziom gry, jaki wszyscy troje prezentują, bardziej liczyłam na koncert kameralny, skłaniający do refleksji, niż na otrzymaną... groteskę, wywołującą pośród publiczności głośne oklaski oraz salwy śmiechu. Zdecydowanie bardziej wolałabym być świadkiem bardziej klasycznej formy koncertu, podczas którego wybitni przecież pianiści, - zamiast rozśmieszać i bawić - wzbudzaliby wyższe uczucia, uskrzydlali wyobraźnie, wzruszali i zmieniali cząstkę każdego odbiorcy, pozostawiając w niej odrobinę siebie, już na zawsze.  Tak, jak potrafią - co przecież udowodnili choćby na płycie z tym właśnie materiałem. Publiczność bawiła się jednak wybornie, a to jest chyba zadaniem i celem każdego dobrego festiwalu.


Enter Enea Festival 2017 przeszedł już do historii. Festiwal - jak zawsze - udany, ukazujący to, co ważnego dzieje się we współczesnym świecie muzyki, w tym - co szczególnie dało o sobie znać podczas bieżącej edycji - muzyki fortepianowej. Kolejna, ósma już edycja Festiwalu, odbędzie się w dniach 29-30 maja 2018 roku. Już dziś jednak, nie znając programu, z całą pewnością wiem, że wydarzenie mogę polecić, z całego serca.

Na zakończenie, polecam uwadze relację Roberta Ratajczaka (longplay.blox.pl).

Marta Ratajczak

Zdjęcia: Robert Ratajczak

sobota, 17 czerwca 2017, ratajczakmartam

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


LOUD JAZZ BAND

LIVE AT COSMOPOLITE

IMPRESSIONS:

Part 5: "Lengsel"


Part 4: "Mindfulness"


Part 3: "The Birds of China"


Part 2: "Song For A"


Part 1: "The New People"


NOWOŚĆ!!!

PREMIERA 17.02.2017

LOUD JAZZ BAND:

"Babskim Uchem"


-------------------

-------------------

LOUD JAZZ BAND

PLAKATY:

DYSKOGRAFIA:

-------------------

POLECAM: